Pokazywanie postów oznaczonych etykietą breakdown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą breakdown. Pokaż wszystkie posty

19 kwietnia 2015

Breakdown, part 2

 Even if the sky was crashing down,
And no light of day was to be found,
I will never break down.
You can say whatever I'll fight my way.
I would never be in your masquerade.
I will never break down.
I'm never gonna break down!


Alexis stała przyczajona za drzwiami, starając się usłyszeć jak najwięcej, a przy tym nie dać się nakryć. Choć głosy mężczyzn były stłumione, zdołała zrozumieć większość z usłyszanych słów:
- Czego więc oczekujesz Spencer?
- Właściwie to niewiele. Dam ci szansę sprawdzić swoje umiejętności aktorskie.
- To znaczy?
- To znaczy, że potrzebuję wiarygodnego świadka. Chcę się jej pozbyć, ale tym razem nie na rękę mi psy na ogonie. I tak zaczynają coraz bardziej węszyć. Dlatego zrobisz, a właściwie powiesz to, co będzie dla mnie wygodne, niezależnie od tego co zobaczysz.
- Wiesz, właściwie to nie mam podstaw...
- Pamiętaj, że stary, dobry Hector potrafi się odwdzięczyć. Podobno twój synek wybiera się na studia...
- No nie wiem, ma dopiero czternaście lat...
- Oh, ale przecież kiedyś dorośnie. A ja chcę żeby wyszedł na ludzi. Wujek Hector może i chce mu pomóc, no, chyba, że tatuś zmaści interes. Wtedy zapewne młody będzie mógł zapomnieć o liceum... - po tych słowach nastała cisza. Alexis niemalże słyszała bicie swego serca. Wtedy w pomieszczeniu rozległ się dźwięk skrzypiącej podłogi.
- Dobrze więc. Jaki scenariusz sobie ułożyłeś?
- Najprostszy z możliwych. Takie są najskuteczniejsze. Alexis wkrótce się tu pojawi... - na dźwięk swojego imienia dziewczyna zadrżała, chciała jednak poznać powód, dla którego Hector Spencer, człowiek, którego uważała za swojego mentora, rozmawia o niej z jakimś podrzędnym szewcem.
- Moi chłopcy załatwią brudną robotę, a ty masz tylko zeznać policji, że zabiliśmy ją w obronie własnej, ale w taki sposób, żeby prokurator ci uwierzył.

Alexis znieruchomiała. Właśnie usłyszała, że Spencer planuje ją zabić. Człowiek, któremu ufała, którego przez połowę swojego życia traktowała niemalże jak ojca, teraz pragnął jej śmierci. Podświadomie zrobiła krok do tyłu, jednak napotkała przeszkodę. Ze stojącego za jej plecami regału zleciało kilka pudełek, robiąc przy tym nie mały hałas. Drzwi biura otworzyły się gwałtownie i pierwszy stanął w nich Hector.
Nie zastanawiając się długo wyciągnęła broń przed siebie i wymierzyła nią w mężczyznę.
- Alexis, nareszcie. Czekaliśmy na ciebie. - usłyszała.
- Tak wiem, jestem tu już dłuższą chwilę.
- Oj, rodzice cię nie nauczyli, że nie ładnie tak podsłuchiwać? Ach, wybacz, zapomniałem, że ty nie masz rodziców. - Spencer zaśmiał się, a wraz z nim towarzyszący mu mężczyźni.
- O co tu chodzi? Co tu się dzieje, Hector? - zapytała skołowana.
- Dla ciebie pan Spencer, kotku. - odpowiedział jej z poważną miną. - Pamiętasz, jak ci mówiłem o twoim zadaniu?
- Tak, miałam sprzątnąć szewca... - głos dziewczyny drżał. Nie miała pojęcia, co myśleć.
- Zgadza się, ale wiesz? Zaszły małe zmiany. Ten tutaj... - Hector położył rękę na ramieniu rzemieślnika - … może mi się jeszcze przydać, a ty... Hmm, cóż możesz mi zaoferować?
- Nie rozumiem...
- Widzisz, nie ma nic za darmo. Powiedzmy, że daruję ci życie, ale musisz mi zaoferować coś w zamian. Proste.
- Czego zatem oczekujesz?
- Nie wiem. Bądź kreatywna... - po tych słowach zapadła cisza. Hector oczekiwał odpowiedzi, Alexis zastanawiała się, co takiego może mu dać. Chociaż bardziej zastanawiało ją to, dlaczego musi mu dawać cokolwiek. W końcu nie wytrzymała, musiała zapytać:
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego to robisz? Dlaczego pragniesz mojej śmierci? Spędziłam połowę życia u twego boku, troszczyłeś się o mnie, uczyłeś mnie tych wszystkich rzeczy... - Alexis wylewała z siebie potok słów, czując jak łzy cisnął jej się do oczu. Spencer zrobił z niej zabójcę, ale przez te wszystkie lata stał się najbliższą osobą, jaką miała...
- Oh, nie rozklejaj mi się tutaj. Widzisz? Jesteś bezużyteczna. Jedyne co potrafisz robić, to płakać? - odpowiedział jej z wyrzutem. - Jesteś nikim! Nikim, Alexis! Uświadom to sobie! Myślałem, że zrobię z ciebie gwiazdę, że będziesz mistrzem w tym fachu, ale nie nadajesz się. Zmarnowałem na ciebie dziesięć lat. Nadeszła pora, bym ten błąd skorygował. - Hector zbliżył się do dziewczyny i wyszeptał jej do ucha:
-Mi się już nie przydasz, a za dobrze mnie znasz, zbyt wiele wiesz, bym mógł cię puścić wolno...
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i dał znak swoim ludziom, którzy przykładając Alexis broń do skroni, obezwładnili i wyprowadzili ją na zaplecze.

Jeden z mężczyzn pchnął ją tak, iż upadła na kolana. Syknęła cicho odczuwając ból, jednak starała się nie okazywać słabości. Czuła się już wystarczająco upokorzona przez Hectora.
- To co laleczko, pora się pożegnać... - drugi z mężczyzn zaśmiał się kpiąco. Alexis poczuła jak żal kumuluje się w jej wnętrzu, ewoluując w gniew. Chichot oprawców tylko potęgował to uczucie. Wiedziała, że nie chce umierać, że teraz największym jej pragnieniem jest to, by pokazać im, że się mylą, że nie mają racji, że lata ćwiczeń nie poszły na marne. Uniosła powoli głowę i przymrużonymi oczami spojrzała na mężczyzn, którzy stali nad nią i w dalszym ciągu wyśmiewali i obrażali ją. W tym momencie podjęła decyzję. Szybko ułożyła w głowie plan. Może nie był on doskonały, może dawał tylko jedną szansę, a prawdopodobieństwo porażki było niebezpiecznie wysokie, ale nie zamierzała poddać się bez walki.
- No to pa, pa chłopcy... - szepnęła i szybkim ruchem wyszarpnęła broń mężczyźnie stojącemu bliżej. Padł strzał. Najpierw jeden, potem drugi...

- Nareszcie. - Hector odetchnął słysząc huk wystrzałów. Podszedł do okna i nie odrywając wzroku od szyby, zwrócił się do szewca:
- Wiesz, co masz robić?
- Tak... - mężczyzna odpowiedział niepewnie i chwycił za telefon, wykręcając numer na policję. Ledwie zdążył zabrać dłoń z aparatu, gdy padł strzał, a maszyna rozleciała się w drobny mak.
- Co u licha?! - wrzasnął Spencer, odwracając się gwałtownie.
- Przyznaję, że nie tego się spodziewałem... - powiedział już spokojniej, kiedy dostrzegł stojącą w progu postać dziewczyny.
- Tak ławo się mnie nie pozbędziesz. - syknęła kierując pistolet prosto w jego pierś.
- Nie zrobisz tego. - zaczął grę pewny swego mężczyzna.
- Skąd ta pewność?
- Mówiłem ci już, jesteś słaba, bezużyteczna, nie nadajesz się do tego.
- Wiesz Spencer, zamierzam wyprowadzić cię z błędu. - odpowiedziała mierząc w jego kolano. W następnej sekundzie ołowiana kula przeszyła powietrze, by z hukiem przebić nogę mężczyzny. Krew trysnęła na ścianę, a Spencer zawył z bólu.
- Wyjdź stąd. - rozkazała szewcowi, a gdy ten zamarł w przerażeniu, przyłożyła mu broń do skroni i wrzasnęła:
- Spierdalaj, jeśli ci życie miłe!
Mężczyzna nie ociągał się dłużej i czym prędzej wybiegł z pomieszczenia.
- Co cię opętało? - krzyknął Hector, obserwując sytuację z poziomu podłogi.
- Ty Hector. To wszystko twoja zasługa. Nauczyłeś mnie fachu, a teraz dałeś bodziec do działania, do tego, by wykorzystać nabyte umiejętności. - wysyczała. Jej przeszywający wzrok wyrażał całą nienawiść, jaka zrodziła się w niej tej nocy. - Przyznaję, szkoda, że nie zobaczysz moich sukcesów. Szkoda, że nie będę mogła się z tobą nimi dzielić, ale sam do tego doprowadziłeś. A teraz będziesz moją pierwszą ofiarą na zlecenie. Sama sobie zlecam, by zakończyć twój nędzny żywot. Nie dałeś mi nic, poza ranami na ciele i duszy, więc teraz ja odbiorę ci to, co masz najcenniejsze... - Alexis wyciągnęła broń przed siebie, mierząc prosto w serce mężczyzny.
- Nie zrobisz tego... - Hector chciał powiedzieć coś jeszcze, ale w tym momencie dziewczyna pociągnęła za spust. Krew trysnęła z rany ochlapując wszystko wokół. Kilka kropel opadło nawet na wciąż wyciągniętej ręce Alexis. Zapadła cisza. Głucha cisza przerywana jedynie tykaniem wiszącego na ścianie zegara.
Nagle jasny promień wschodzącego słońca wpadł do pomieszczenia, oświetlając martwą twarz Spencera. Alexis spojrzała na niego po raz ostatni, nie czując jednak żalu. Po chwili usłyszała dźwięk policyjnych syren, dobiegający ze znacznej jeszcze odległości. Wiedziała, że powinna uciekać i tak też zrobiła. Schowała broń za paskiem spodni i ruszyła do wyjścia. Idąc chodnikiem w stronę auta uświadomiła sobie, że ostatnią rzeczą jaką przed śmiercią widział Hector Spencer, była jej uśmiechnięta twarz. Po raz pierwszy poczuła smak satysfakcji...
_____________
No i jest część druga i ostatnia. 
Enjoy!
A przy okazji polecam Wam nowy rozdział na moim drugim blogu. 
"Okrzyki rozpaczy i bólu roznosiły się po całym mieście. Każda ulica, każdy zakątek zbrukany był krwią niewinnych. Setki ciał opróżnionch z życiodajnej cieczy zalegały na placach i w alejkach jako ślad po ataku krwiopijców."

2 marca 2015

Breakdown

 Even if the sky was crashing down,
And no light of day was to be found,
I will never break down.
You can say whatever I'll fight my way.
I would never be in your masquerade.
I will never break down.
I'm never gonna break down!

Dziewczyna leżała niespokojnie, co chwilę przekręcając się na drugi bok. Nie mogła zmrużyć oka, nie tej nocy. Spojrzała na leżący obok poduszki telefon. Ciągle milczał. Ze zrezygnowaniem opadła na poduszkę, wypuszczając z płuc powietrze. Elektroniczny zegar stojący na półce obok łóżka wskazywał dwadzieścia trzy minuty po pierwszej.
Powoli zamknęła powieki próbując uspokoić nienaturalnie szybko bijące serce. Wydarzenia dzisiejszej nocy miały zadecydować o jej przyszłym życiu, o tym, kim będzie. Jednak ciągle nie dzieje się nic. W duszy Alexis powoli rodziły się wątpliwości. Najpierw dotyczyły tego, czy aby na pewno postąpi słusznie biorąc w tym udział, ale z czasem zaczęła tracić nadzieje na to, że zadzwoni.
Im dłużej się zastanawiała, tym cięższe robiły się jej powieki i nie miała sił, by je podnosić, choć wiedziała, że nie może zasnąć. Czuwała przez kolejną godzinę, może trochę dłużej. Jednak w końcu uległa zmęczeniu i pogrążyła się we śnie.

Była w jakiejś dużej hali. Jedynym źródłem światła była mrugająca lampa, wisząca tuż nad jej głową, jednak i to światło sięgało na odległość zaledwie kilku metrów. Usłyszała kroki. Z mroku wyłoniła się postać mężczyzny ubranego w garnitur, na głowie zaś miał kapelusz. Nie znała go, ale domyślała się, kim on jest.
- Hector... - szepnęła.
- Dla ciebie pan Spencer. - odpowiedział mężczyzna z nieukrywaną pogardą. W tej chwili zobaczyła pistolet w jego ręku. Spojrzała na broń przestraszonym wzrokiem, ale po chwili, skarciwszy się w duchu za okazywanie uczuć, z powrotem spojrzała na twarz mężczyzny. Chociaż ta była zasłonięta przez kapelusz, dziewczyna mogłaby przysiąc, że uśmiechnął się bezczelnie.
- Odpadasz... - usłyszała, a po chwili lufa pistoletu mierzyła prosto w jej serce. Lecz zamiast huku wystrzału usłyszała przerywane rytmicznie buczenie. Rozejrzała się wokół. Mężczyzna zniknął, ale ten charakterystyczny dźwięk stawał się coraz głośniejszy...

Otworzyła oczy szeroko i zaczęła kojarzyć fakty. Buczenie... Wibracje! Zerwała się do siadu niczym poparzona, jednocześnie sięgnęła po dzwoniący telefon.
- Halo! -
- Mówiłem ci, żebyś nie spała, miałaś cierpliwie czekać... - usłyszała niski, męski głos.
- Dan, a ty miałeś zadzwonić. Czekałam, ale ile można... - odpowiedziała z wyrzutem – Mniejsza o to. Mów co wiesz. -
- Za godzinę, u szewca przy Preston Road. Lepiej nie nawal, bo skończysz nafaszerowana ołowiem... - zakpił.
- Powiedz mi coś, czego nie wiem. - rzuciła chłodno Alexis i rozłączyła się. Westchnęła przeciągle, próbując tym dodać sobie pewności. Jej serce znowu biło jak oszalałe. Spojrzała na zegarek. Trzecia trzydzieści sześć. Pora przestać rozmyślać. Pora zacząć działać...

Zaparkowała swojego starego, czarnego mustanga w pobliżu zakładu szewskiego, ale nie za blisko, żeby pozostać niezauważoną. Była na miejscu dziesięć minut przed czasem, więc czekała. Radio cicho emitowało kolejne dźwięki jakiejś piosenki. Alexis ostatni raz sprawdziła, czy zabrała ze sobą wszystko, chociaż właściwie potrzebowała tylko jednej rzeczy.
Nie minęło pięć minut, kiedy pod zakład szewca podjechała furgonetka, a za nią czarny SUV. Z drugiego auta wysiadło trzech mężczyzn, ubranych w ciemne garnitury.
- Pora wziąć się do roboty... - Alexis westchnęła i wysiadła z samochodu. Ruszyła chodnikiem w kierunku wyznaczonego miejsca, starając się zachować pozory. W końcu ma być tylko przechodniem. Do czasu...
Im była bliżej furgonetki, tym szybciej biło jej serce. Mimo stresu zdołała opanować drżenie rąk. Wiedziała, że to, co za chwilę zrobi albo zapewni jej przyszłość, albo pozbawi ją jej całkowicie. Spojrzała na cel spod naciągniętego na głowę kaptura. Dopiero teraz mogła dostrzec, że w aucie siedzi tylko dwóch mężczyzn. Nie powinni zatem stanowić problemu.
Trzy. Sporym krokiem ominęła kałużę. Dwa. Światło latarni już nie padało na jej ciemną postać. Wsunęła rękę pod kurtkę. Jeden. Szybkim ruchem wyciągnęła broń z tłumikiem, wymierzyła i strzeliła. Drobiny szkła rozsypały się po mokrym asfalcie. Nie spodziewający się niczego mężczyźni zastygli w bezruchu z ołowiem w czaszkach. Po chwili zapadła cisza. Alexis stanęła przed maską auta wpatrując się w swoje dzieło.
- Będzie ze mnie dumny. - szepnęła smutno, kiedy z wnętrza budynku wyszedł jeden z mężczyzn w garniturze. Zaskoczony tym, co zobaczył, zastygł na chwilę nieruchomo. Ten moment wahania przypłacił życiem, bowiem skupiona dziewczyna wykorzystała okazję i bez zbytniego zastanowienia wycelowała w niego bronią, która po chwili wypaliła. Krew trysnęła z jego piersi znacząc wyraźny szlak na framudze drzwi, a martwe ciało gangstera z impetem uderzyło w betonowy chodnik.
Alexis z miną pokerzysty przestąpiła próg i znalazła się wewnątrz zakładu szewskiego. Zza zamkniętych drzwi biura dało się usłyszeć stłumione głosy. Jeden z nich rozpoznała od razu. Hector...
 c.d.n.

_________________
Długo mnie nie było, wiem. I wiem, że to krótko, ale musiałam coś w końcu opublikować. Od powrotu nie było tu nic konkretnego. 'Zepnę się i postaram się jakoś fajnie napisać ciąg dalszy. :)
A teraz uciekam nadrobić część zaległości. ;)
I dziękuję (oficjalnie) Szatanowi za nominację do Liebster Awards. Notki nie będzie, ale odpowiedzi są w komentarzu. ;)

Obserwatorzy